14.08.2017r.

Jak zawsze u nas musiało być coś spontanicznie. Miała być tylko Hala Szczawiny kolejką, ewentualnie Hala Miziowa, a wyszło zupełnie nieplanowane Pilsko.

Do Korbielowa przyjechaliśmy koło 15. Czasu mieliśmy niewiele bo kolejka krzesełkowa Szczawiny czynna była do 16.00 więc prawie że biegiem, trochę błądząc, wpadliśmy do kasy po bilety. Było tak na prawdę już przed 16.00 i wszyscy dziwnie na nas spoglądali – raczej wypadało zjeżdżać niż wjeżdżać, no ale…

Po około 15 min podróży wysiedliśmy i … lekkie rozczarowanie. Wszędzie pusto, wszystko zamknięte. Nie mieliśmy ze sobą nawet wody (tacy turyści), byliśmy bez obiadu i nawet nie wiedzieliśmy gdzie iść, no więc szliśmy przed siebie. Najpierw szeroką ścieżką, potem ostro pod górę, potem jakieś rozwidlenie i w końcu jakiś szlak. Warto dodać, że mapy też nie mieliśmy. No, przygotowani na medal. Dobrze, że przynajmniej pogoda dopisywała.

Spragnieni i głodni dotarliśmy do Schroniska na Hali Miziowej, gdzie zwykły żurek był niezwykłą ucztą. Najedzeni odzyskaliśmy siły i postanowiliśmy skoczyć na Pilsko, bo “to przecież rzut beretem”. Faktycznie, taki tam “spacerek” ponad Schronisko… Jak już złapałam oddech i rozejrzałam się wokół to stwierdziłam, że jest taka mgła, że nie widać nawet gdzie jestem. No cóż, i tak nie było tego w planach więc nie ma co narzekać.

Droga powrotna to żółty szlak prosto do centrum Korbielowa.

Krótka popołudniowa wycieczka zrobiła się wyprawą do samego wieczora ale wyszło nam to na dobre bo było idealną zaprawą przed kolejnym dniem, już z góry zaplanowanym na kolejnym szczycie…