Hrobacza Łąka

6.05.2018r.

(C)hrobacza Łąka to szczyt, który w “Małej Koronie Beskidów” wzbudzał moją największą nieprzychylność. Z jednej strony najniższy – to tylko 828m n.p.m., ale z drugiej strony zupełnie nieznany i o ile można mieć do góry negatywne podejście (dosłownie i w przenośni) to właśnie w tym przypadku tak było.

Dodatkowo kontrowersje w pisowni jego nazwy (dalej nie wiem dlaczego można znaleźć pisownię przez “Ch”, skoro oficjalna tabliczka na szczycie skazuje jednoznacznie na pisownię przez “H”) zupełnie nie przemawiały do tego, żeby się tam wybrać.

No ale kiedyś trzeba było się z tym wszystkim przeprosić i w końcu przekonać się na własne oczy, jaka pisownia jest prawidłowa, no i co może zaoferować taka niewielka górka. I jak to już nie raz było – te najbardziej negatywne nastawienia zmieniają się w najlepiej spędzone chwile.

Hrobaczą postanowiliśmy “zdobyć” od strony Kóz, czyli tak na prawdę łagodną ścieżką żółtym szlakiem. Można podjechać samochodem na koniec drogi, właśnie wzdłuż żółtego szlaku, ale my zostawiliśmy samochód na sporym parkingu przy Pałacu Czeczów. Wyszło to tylko na dobre, gdyż okazało się, że parking przy szlaku jest niewielki i był już cały zapełniony.

Pierwszy przystanek i punkt orientacyjny to Przełęcz u Panienki, gdzie szlak żółty zmienia się w czerwony i kieruje się już bezpośrednio na szczyt. Droga bardzo przyjemna. Częściowo leśnym duktem, częściowo drogą, dlatego mijamy sporo rodzin z dziećmi i czworonogami.

Punkt oznaczający szczyt jest zlokalizowany przy ścieżce i pośród drzew, ale za plecami mamy charakterystyczny krzyż (który widać z całej okolicy) i to dopiero tam możemy obejrzeć panoramę okolicznych miejscowości. Jeszcze lepsze (bo górskie) i szersze widoki mamy z polany niedaleko Schroniska.

Ludzi tam sporo, wszechobecne grille i gwar może nie dają absolutnej ciszy ale widoki, jak zawsze rekompensują wszystko. I właśnie to miejsce pokazało, że Hrobacza nie powinna być z góry przekreślona i skazana na “jakiś tam szczyt”. Pogoda (jak to zawsze u nas:D) dopisała i mogliśmy dostrzec nawet Tatry!

Jako, że na szczyt trafiliśmy zgodnie z wszelakimi znakami, droga powrotna musiała przynieść niespodzianki:) Kierowaliśmy się Szlakiem Papieskim w kierunku Kamieniołomu Kozy, ale zupełnie nie potrafię odtworzyć tej trasy bo szliśmy “na czuja”. Przecinaliśmy jakby główny szlak i zamiast iść łagodnymi ścieżkami schodziliśmy momentami prawie pionowo w dół. Wracaliśmy do Kóz drogą równoległą, którą szliśmy rano ale w tej małej miejscowości nie sposób się zgubić, także tym razem obyło się bez szukania samochodu:D

Fajny niedzielny spacerek zajął nam niecałe 3 godz., przeszliśmy 9,6 km.

Dla wszystkich, którzy szukają namiastki gór ale jednak łagodnego wejścia Hrobacza będzie idealna:)

Może Ci się spodobać ...

1 Comment

  1. Ta mała miejscowość, jest zarazem największą wioską pod względem liczby mieszkańców w Polsce 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *